oficjalna strona wtk anwil włocławek
aktualności
Igor to jest potęga

„Powiesz Igor we Włocławku - zaraz Griszczuk ktoś dopowie” – zaczyna swą muzyczną opowieść o wybitnym koszykarzu Maria Pasturczak. Dziś należałoby ułożyć kolejne wersy piosenki nuconej przez kibiców. W bogatej biografii Igora Griszczuka życie zaczyna bowiem pisać kolejny, niesamowity rozdział. Zanim jednak na dobre rozkręci się reprezentacyjna kariera trenerska Igora Griszczuka, prześledźmy trudną drogę, jaką musiał do niej dążyć.


Igor Griszczuk urodził się 9 czerwca 1964 roku w Mińsku na Białorusi. Ma o 6 lat starszą siostrę. Mama była główną  księgową w Białostroj Nazbycie, tata majstrem w fabryce metalurgicznej. Życie w wielkim mieście nikogo nie rozpieszczało. Mimo ciężkiej pracy, w domu się nie przelewało. Igor był chłopcem żywym, aktywnym, często wracał ze szkoły z oberwanymi guzikami. Imponowali mu koledzy, którzy byli w „czymś” dobrzy, czy to świetnie grali w piłkę, czy osiągali dobre wyniki w innych dyscyplinach sportu. To z nich brał przykład od najmłodszych lat.

Przygodę z koszykówką rozpoczął w czwartej klasie szkoły podstawowej. Było w tym wiele przypadku, ale wspomnienie pozostaje do dziś. – Po prostu, na lekcję matematyki przyszedł nauczyciel wychowania fizycznego i wybrał wysokich – wspomina z uśmiechem. Niby banalne, ale dla młodego człowieka był to moment decydujący o całej jego przyszłości.

Szkoła Olimpijska, szkoła średnia, porzucone studia na Akademii Technicznej. Oprócz nauki, a może przede wszystkim, koszykówka. Ciężka praca plus charakter, dzień po dniu, pozwoliły stawać mu się coraz lepszym zawodnikiem. O szkole jednak nie zapomniał – podjął studia w Bialoruskim Instytucie Wychowania Fizycznego w Mińsku. Bardziej odpowiadały jego zainteresowaniom, niż dziedziny techniczne.

Po dwóch latach studiów Igor poznał Inę. Była to miłość od pierwszego wejrzenia. Po roku czasu, 20-letni koszykarz poślubił 18-latkę. Ina tańczyła w znanym zespole baletowym, była tam solistką. Często wyjeżdżała z zespołem za granicę. - Byłem dumny, że zwróciła uwagę na takiego chłopaka jak ja – przyznaje dziś Griszczuk.

Wkrótce na świat przyszła córka Maja, której wychowaniem zajmowali się młoda mama i jej rodzice. Przez pięć lat mieszkali z rodzicami Iny. W tym czasie młody Igor odbywał służbę wojskową i grał w Dynamie Moskwa. Po zakończeniu przygody z armią wrócił do Mińska, żeby grać w pierwszym składzie drużyny RTI. Zarabiał mało, nowo założoną rodzinę właściwie utrzymywała Ina. Jakież było ich szczęście, gdy otrzymał upragnione mieszkanie. - Miało trzydzieści metrów kwadratowych, ale dla mnie wtedy wydawało się pałacem. Niewielu młodych Białorusinów mogło poszczycić się wtedy takim luksusem – opowiada z entuzjazmem.


I wtedy wydarzył się kolejny niesamowity zwrot w życiorysie Griszczuka. Był 1990 rok. Razem z RTI Mińsk przyjechał na turniej Wyzwolenia Warszawy. Charakternego Białorusina szybko dostrzegli trenerzy i działacze Provide Włocławek.  - Gdy zobaczyliśmy jak Igor gra, powiedzieliśmy sobie, że musimy go mieć u siebie – opowiadał później Andrzej Dulniak. Na przeszkodzie stała jednak wielka polityka. Zgodnie z obowiązującymi wówczas  przepisami, zawodnicy do 28 lat nie mogli wyjeżdżać z Białorusi za Zachód. Kiedy trener RTI Mińsk zorientował się w planach włocławskich działaczy zamknął młodego Griszczuka w pokoju, zabraniając mu opuszczania hotelu. Trener widocznie zapomniał, że istnieją telefony, w czasie rozmowy Igor wyraził chęć grania w Polsce.

Rozpoczęły się trudne „podchody” pod koszykarza. W tym celu na Białoruś wyjechali Andrzej Dulniak i Zbigniew Polatowski. Wiadomymi tylko sobie sposobami uzyskali zgodę tamtejszej federacji sportu na wyjazd zawodnika oraz cichą akceptację trenera. Nie oznaczało to końca problemów. Dopomógł sam Igor, to on przekonał władze, że do Polski do pracy przyjedzie jego żona, a on sam będzie opiekował się ich córka Mają. Po kilku miesiącach dostał długo oczekiwane pozwolenie na wyjazd i przyjechał do Włocławka. Co ciekawe, żonie i córce udało się dostać do stolicy Kujaw dopiero półtora roku później

Griszczuk okazał się motorem napędowym drużyny Provide, występującej w drugiej lidze (obecnie pierwszej). Grał jak natchniony, wnosząc nową jakość do włocławskiego basketu. Wiadomym było, że jego miejsce jest w ekstraklasie i trzeba zrobić wszystko, żeby tam się znaleźć. Sprawy we własne ręce wziął nie kto inny, jak tylko sam zainteresowany. W czterech meczach barażowych z Górnikiem Wałbrzych rzucał średnio 28 punktów prowadząc Provide do najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce.

A w ekstraklasie, to wiadomo każdemu kibicowi koszykówki: dziesięć sezonów, 388 meczów i 6774 punkty. Griszczuk pięciokrotnie prowadził włocławian do finału mistrzostw Polski. Zdobył dwa Puchary Ligi, oraz liczne tytuły króla strzelców ekstraklasy, MVP i zwycięzcy konkursu rzutów za trzy Meczu Gwiazd. Do osiągnięć z krajowego podwórka sukcesywnie dokładał znakomite występy w pucharach europejskich. Na swoim koncie ma m.in. tytuł najlepszego strzelca Pucharu Europy.

Tak telegraficzne przekazanie zasług Igora Griszczuka przez wielu możne zostać uznane za profanację, jednak to nie czas i miejsce, by przytaczać wszystkie ciekawe szczegóły z jego bogatej kariery zawodniczej. Być może ktoś kiedyś pokusi się o większą publikację… Dość powiedzieć, że w dowód jego zasług, numer 12, z którym występował został w Anwilu zastrzeżony, a jego koszulka niczym koszykarska relikwia umieszczona została u dachu Hali Mistrzów. Już nikt nigdy nie przywdzieje trykotu z dwunastką.


Wokół sportowej kariery toczyło się życie prywatne Griszczuka. Wynajmowane we Włocławku mieszkanie z czasem zmienił na własne, a później wybudował dom. Jak przystało na mężczyznę z krwi i kości, postarał się o syna. Na Kujawach zyskał wielu serdecznych przyjaciół. Zresztą, jak sam przyznaje „nigdy nie miałem żadnych wrogów, za to spotkałem wiele osób bardzo mi życzliwych”. Nic w tym dziwnego, bo Griszczuk to na boisku charyzmatyczny wzór sportowca, a poza nim człowiek dowcipny i otwarty.

Życie naszego bohatera, tak jak zresztą każdej ważnej postaci, musi posiadać w sobie pierwiastek tragiczny. W przypadku Griszczuka jest nim niespełnione marzenie o mistrzostwie Polski. Będąc wiernym przez całą swoją „polską” karierę klubowi z Włocławka, nigdy nie zaznał smaku złota. Choć angaż i wielkie pieniądze proponowały mu inne zespoły, on wolał liderować drużynie, która zawsze pięknie przegrywała finały. Niejednokrotnie Griszczuk kończył sezon płacząc z żalu, bezsilności i w poczuciu niesprawiedliwości losu.

Zawsze jednak jesienią wracał na parkiet z sercem pełnym wiary, że w końcu zła moneta się odwróci. Zawsze… do 13 września 2002 roku. Wtedy właśnie oficjalnie zakończył karierę zawodniczą. Na jego pożegnalnym meczu zjawili się wszyscy koszykarze z którymi grał i których cenił. Nie mogli mu odmówić, tak jak Igor nigdy nie odmawia podania pomocnej dłoni swoim przyjaciołom.

W sezonie 2002/2003 Igor Griszczuk zadebiutował jako trener. Na razie pod wodzą Andreja Urlepa, profesora koszykówki. Razem stworzyli zgrany, choć opierający się na szorstkiej przyjaźni, duet. Każdy miał swój zakres obowiązków i za niego odpowiadał. Solidna praca dwóch fachowców przyniosła efekty. Paradoksalnie, w pierwszym sezonie pracy trenerskiej Igor Griszczuk zdobył upragnione złoto. Było to historyczne, pierwsze w historii mistrzostwo dla włocławian.

Przez trzy lata korzystał Igor Griszczuk z wiedzy trenerskiej Andreja Urlepa. Były między nimi sytuacje, w których rozstawali się przy trzasku drzwi, były i takie, w których padali sobie w ramiona. Ponad wszystko była jednak ciężka praca, której efektem okazało się czwarte i drugie miejsce włocławian w rywalizacji ligowej. Coraz częściej jednak zdobyte doświadczenie asystenta pchało Griszczuka w stronę samodzielnej pracy. – Czułem, że w końcu muszę sam się sprawdzić. Muszę odpowiedzieć sobie na pytanie, czy praca trenerska jest dla mnie – wspomina.


Możliwość wykazania się Griszczuk otrzymał od Czarnych Słupsk w 2005 roku. Choć budżet drużyny nie należał do najwyższych, a jej trener dopiero debiutował w roli pierwszego szkoleniowca, znów okazało się, że jest nieprzeciętnym człowiekiem. Udało mu się zaszczepić nieugięty charakter grupie zawodników, którzy dopiero pracowali na swoją promocję. Często przypominał im, jak swoje pierwsze Adidasy postawił na półce, żeby móc się napawać ich widokiem. Tłumaczył, że dzięki ciężkiej pracy mogą pójść taką samą drogą jak on – zaczynając od niczego, dojść do wielkich sukcesów.

I stało się. Czarni zdobyli brązowy medal, będąc objawieniem sezonu. Griszczuk stworzył w Słupsku najlepszy zespół w historii, doceniany przez kibiców i przeciwników. W kolejnym sezonie kontynuował dobrą pracę zajmując piąte miejsce. Kres jego przygodzie ze słupskim teamem przyniósł dopiero sezon 2007/2008, kiedy to w wyniku plagi kontuzji Czarni nie spisywali się należycie dobrze i Griszczuk zakończył współpracę z Czarnymi. Pamięć jednak pozostała, w październiku 2009 roku został wybrany najlepszym trenerem 10-lecia klubu.

Legenda powróciła do Włocławka jesienią 2008 roku z szaleniem trudnym zadaniem zastąpienia słynnego na cały świat trenera Zmago Sagadina. Zmierzenie się z takim wyzwaniem wielu by sparaliżowało, ale nie Igora Griszczuka. Zakasał rękawy, narzucił sprawdzony reżim treningowy, a przede wszystkim dotarł do psychiki swoich podopiecznych. Nie bał się trudnych rozmów z koszykarzami, wręcz nalegał na otwartą dyskusję. – To jest biznes – mówił im – albo wy będziecie górą albo ktoś inny, przegrani nie mają racji. Pracując na konto drużyny pracujecie na własną reputację i decydujecie jak chcecie przeżyć własne życie.

To dotarło do zespołu. Mimo plagi kontuzji, znaleźli się zawodnicy, którzy za swojego trenera gotowi byli oddać serce. Griszczuk wydobył z nich to co najlepsze. Wystarczyło do zdobycia brązowych medali, co po kilku latach posuchy było ogromnym sukcesem włocławskiej koszykówki. „Igor powrócił” – krzyczeli kibice.

Obecny sezon stanowi kolejne wyzwanie w trenerskim CV Igora Griszczuka. Sam zbudował skład, sam zadecydował o systemie treningowym, sam poniesie odpowiedzialność za wynik. Póki co, jest znakomicie. Jego Anwil zajmuje drugie miejsce w lidze, depcząc po piętach potentatowi Asseco Prokomowi. Co więcej, jest jedynym zespołem niepokonanym w obecnym sezonie we własnej hali.

6 marca 2010 roku koszykarską Polskę obiegła elektryzująca wiadomość – „Igor Griszczuk otrzymał nominację na trenera reprezentacji Polski!” Dziś, 10 marca następuje oficjalne podpisanie kontraktu. Pisać zaczyna się również nowa historia Białorusina, a właściwie, to już bardziej Polaka, bo więzy Igora z naszym krajem stają się nierozerwalne…

Co będzie, gdy przewrotne życie za czas jakiś uskuteczni scenariusz już dawno pisany Griszczukowi przez włocławskich kibiców – „Igor na prezydenta!”?


Autor : Łukasz Pszczółkowski
Data dodania : 2010-03-10

sponsor strategiczny
Anwil
plk
plk
tkm
tkm włocławek
tkm
projektowanie stron internetowych włocławek
karnety na sezon 2009/2010 wniosek akredytacyjny
liderzy anwilu
  PUNKTY
Poz Zawodnik pkt
1. Dardan Berisha 0.0
2. Nikola Jovanović 0.0
3. Łukasz Majewski 0.0
  ZBIÓRKI
Poz Zawodnik zb
1. Dardan Berisha 0.0
2. Nikola Jovanović 0.0
3. Łukasz Majewski 0.0
  ASYSTY
Poz Zawodnik as
1. Dardan Berisha 0.0
2. Nikola Jovanović 0.0
3. Łukasz Majewski 0.0
subskrypcja

Wprowadź swój adres email aby dodać go do listy naszych subskrybentów


subskrypcja

TERBUD

Lumac

Portofino

PORTA KMI POLAND sp. z o.o.

Włocławek

Wątarski Sp. z o.o.

Anwil S.A.

Expol

ul. Chopina 10/12, 87-800 Włocławek, Telefony: +48 54 412 10 05, Fax: +48 54 412 10 09, www.wtkanwil.com.pl
Design by Samba-AnaCom | Copyright © 2010 "Włocławskie Towarzystwo Koszykówki" Sportowa Spółka Akcyjna
Sąd Rejonowy w Toruniu, VII Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego - KRS 0000207305 NIP 888-28-15-397
Kapitał zakładowy 2.450.000 zł, wpłacony w całości